Miesiąc: kwiecień 2022

  • Las Natoliński

    Las Natoliński

    Eksplorujemy mapy Warszawy teraz z różnych stron, a każda zielona połać jest potencjalnym celem naszych kolejnych wypraw. Tak właśnie natknęliśmy się na Las Natoliński, którego żadne z nas nie znało, mimo mieszkania w dzieciństwie w pobliżu.

    Jak się ostatecznie okazało, nic dziwnego. Teren pozostaje zamknięty już od kilkunastu lat, a drzewa można podziwiać jedynie przez parkan. Nie była to jednak zmarnowana wyprawa.

    Tuż przed parkanem, na Natolinie rośnie wyjątkowe drzewo, które wiele przeszło. Uznawane jest za najstarsze na terenie województwa mazowieckiego. A mowa tu o dębie, któremu nadano imię Mieszko I.

    W pierwszej chwili zaskoczył nas jego rozmiar. Wystarczył moment, by dostrzec jak wiele ma za sobą. Dąb jest ogrodzony wysokim płotem, które chroni je przed wandalami. Dodatkowo ma kilka podpór, własny piorunochron, a pień od środka wypełnia żelbeton, który jest jeszcze wzmocniony metalowymi obejmami. Brzmi trochę strasznie, co?

  • Wizyty w lesie

    Wizyty w lesie

    Już drugi weekend z rzędu udało nam się wybrać do lasu i właściwie dopiero teraz, gdy zaczęliśmy to robić, dociera do nas jak bardzo tego potrzebowaliśmy.

    To niby takie oczywiste. Każdy wie, że dobrze jest spędzać czas w pobliżu natury, że las koi zmysły i wycisza. Niczym nowym nie jest też fakt, że w lesie jest czystsze powietrze, i że przebywanie w nim, jest po prostu zdrowe. Teraz jednak odkrywamy w sobie zupełnie nową płaszczyznę miłości do takich miejsc. Dociera do nas, że my naprawdę chcemy tam być i wracać jak najczęściej. Lubimy nasłuchiwać sporadycznych dźwięków, oznak aktywności różnych zwierząt, wśród ciszy lasu. Jeśli mamy szczęście to stajemy całą rodziną dęba i obserwujemy przeskakującą w zasięgu naszego wzroku sarnę albo buszującego w liściach, czy stukającego w pień, dzięcioła.

    Miłe są te nasze wspólne, leśne spacery i mamy nadzieję, że jeszcze wiele równie pięknych i magicznych miejsc przed nami.

  • Wielopielo. Co poza ekologią?

    Ekologia i dbanie o środowisko to jeden z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się pieluchować wielorazowo. Na czele tej piramidy stoi jeszcze zdrowie dziecka i ekonomia.

    Ale od początku. Ekologia wielorazówek polega głównie na tym, że jedną pieluszkę wykorzystuje się wiele razy. Dodatkowo pieluszki takie mogą służyć większej liczbie dzieci. Przy produkcji wielopielo zużywa się również mniej wody. Zazwyczaj pieluszki te nie są bielone chlorem jak w przypadku jednorazówek.

    Zdrowie dziecka. Wspomniane wyżej bielenie chlorem nie wpływa korzystanie na skórę, zwłaszcza tak małego dziecka. (Czy wiesz, że chlorem bieli się również papier toaletowy?) W jednorazowych pieluszkach jest znacznie więcej nieprzyjaznej chemii niż chlor, która ma absorbować wszystkie płyny.

    Ekonomia. Jednorazowy koszt zakupu pieluszek rzeczywiście czasem potrafi przytłoczyć. Są różne badania porównujące koszt pieluchowania jednorazowego a wielorazowego. Jednorazowe pieluszki zamykają się zwykle w przedziale 3-10 tys zł za cały okres pieluchowania. Wielorazówki to jakieś 500-3000 zł. Dodatkowo pieluszki wielorazowe można później odsprzedać, odzyskując część zainwestowanych pieniędzy.

    Ilość produkowanych śmieci. Kiedy czekałam, aż dojadą do nas wszystkie pieluszki w trakcie zmiany systemów (po sprzedaniu poprzednich wkładów, otulaczy itp), byliśmy chwilę na jednorazówkach. I to jak często trzeba opróżniać kosz mnie po prostu przerosło. Moje sumienie mi po prostu na to nie pozwala. A co po całkowitym zużyciu takiej pieluchy? No cóż. Jednorazówka zalega na składowisku śmieci. A wielorazową pieluszkę, nawet najbardziej zepsutą, choćby z plamami, dziurami i nie wiem czym jeszcze, tylko SUCHĄ wrzucić można do kontenera na ubrania używane, a zostanie wykorzystana jako paliwo alternatywne. (Dla takich ciekawych informacji polecam obserwować @paniododpadow.

  • Pieluchowanie w zgodzie ze sobą

    Pieluchowanie w zgodzie ze sobą

    Dużo osób słysząc o pieluchach wielorazowych ma od razu takie skojarzenia, że „ojej, ale to dużo pracy”, „to nie dla mnie”, „co jak nie wyjdzie”.

    Dlaczego o tym pisze? Bo każdy nawet najmniejszy krok ma znaczenie i nie trzeba od razu przechodzić na 100% wielo.

    (więcej…)
  • Nasza wielodroga

    Nasza wielodroga

    Jest! Zaczął się właśnie Tydzień Pieluchy Wielorazowej. Pamiętam, jak wyglądał TPW jeszcze kilka lat temu, gdy Zosia była mała. Od tamtej pory wieloświat zmienił się diametralnie, a ja czasem czuję się jak dinozaur.

    Każda z naszych córek była/jest pieluchowania inaczej. Zosia od trzeciego miesiąca (wcześniejsze próby spełzły na niczym poza źle dopasowanym rozmiarem i przeciekami przy każdej okazji), Kornelka od narodzin z niewielką przerwa, a Gaja od wyjścia ze szpitala.

    Przeszliśmy tez przez różne systemy. Zosia na początku była na otulaczach PUL z wkładami (niestety zakup chińskich kieszonek i mikrofibry to nie był dobry wybór), potem kieszonki PUL, i na końcu otulacze wełniane. Kornelka na wełence była od narodzin, a od momentu pójścia do żłobka jest na AIO, Gaja w okresie noworodkowym tez miała otulacze wełniane, lecz po 3 miesiącach składania tetry w samolot, zdecydowaliśmy się również na AIO.

    W trakcie całego tego okresu kilka pieluszek niestety zniszczyliśmy. Przez niedostateczna ilość wiedzy na dany temat, popełniliśmy kilka błędów. Pięć lat temu ilość informacji o pieluchach była znacznie mniejsza, a pieluchowanie nie było tak modne jak staje się dzisiaj. W sumie decyzja o przejściu na AIO nie była dla nas prosta. To najdroższy z systemów i wystartować trzeba z konkretną kasą, a tu jeszcze trzeba było kupić pieluchy dla dwójki dzieci.

    Często osoby decydujące się na AIO maja suszarkę bębnowa, dzięki której pieluchy nie wiszą całymi dniami po całym mieszkaniu. My suszarki nie mamy, korzystamy za to z suszarni, w której pieluszki dosychają w mniej więcej 30 godzin.

    Pieluszki typu AIO na pewno nie nadają się na dalsze wyjazdy, dlatego myślę że w razie jakiejś dłuższej wycieczki zaopatrzymy się jednak w tetrę albo bambusowe pieluszki jednorazowe.