Autor: Daria Rogowska

  • Plac zabaw w Lesie Bielańskim

    Plac zabaw w Lesie Bielańskim

    This entry is part 3 of 4 in the series Place zabaw

    Cel podróży: Las Bielanski

    Warszawskie lasy miejskie są bardzo ważne z punktu widzenia każdego z nas, dzieci także. Gdy zobaczyłam na mapie punkt z placem zabaw w samym lesie, koniecznie dodałam to miejsce na listę do odwiedzenia. Zwłaszcza, że mamy świetny dojazd do niemal każdej strony lasu.

    W samym lesie Bielańskim byliśmy już kiedyś na przejażdżce rowerowej. Można w nim zrobić dosyć dużą pętlę podziwiając okoliczną przyrodę. Sporo ścieżek jest przeznaczonych jednak wyłącznie dla pieszych, dzięki temu można zaplanować sobie dłuższy spacer korzystając z leśnej ciszy.

    Szlaki na terenie rezerwatu przyrody „Las Bielański”

    I tak oto trafiłyśmy.

    Plac zabaw ma nietypową formę w porównaniu z tymi, do których przyzwyczajona jest większość z nas. Tutaj postawiono na maksymalne wkomponowanie konstrukcji w krajobraz otaczającego go lasu, stąd dosłownie wszystko jest drewniane.

    Sam plac jest też malutki. Na samym wejściu wita nas wielka sowa, a kilka drewnianych zwierzątek jest rozmieszoczych w różnych miejscach. Na środku placu znajduje się dosyć duży labirynt, który dzieci mogą wykorzystać na różne sposoby. Klasyczne szukanie drogi wyjścia z labiryntu nie musi być jedynym rozwiązaniem. Zwłaszcza że podłoże, w które powbijane są pale, jest piaszczyste, a same ścianki labiryntu na tyle niskie, że świetnie ćwiczy się na nich zmysł równowagi.

    Oprócz tego jednak nic innego nie ma. Stół z ławkami może ułatwić piknikowanie, jednak ilość śmieci dookoła sprawia, że na zwykłą zabawę niezbyt szybko tam wrócimy.

    Zalety

    • otoczony lasem
    • naturalny
    • ma miejsce do siedzenia ze stołem
    • łatwo dojechać rowerem
    • Okolica sprzyjająca spokojnym spacerom

    Wady

    • zaśmiecony, zwłaszcza wokół stołów
    • mała różnorodność aktywności

    Wskazowki

    • Pora roku: dowolna
    • Nasłonecznienie: srednie
    • Jedzenie: swoje
    • Toalety: brak (las)
    • Czas dojazdu z Dworca Centralnego:
      • 🚲 – 45 minut
      • 🚌 – 50 minut

    Ocena placu zabaw: 2/10

  • Plac zabaw w Lesie Bródnowskim

    Plac zabaw w Lesie Bródnowskim

    This entry is part 2 of 4 in the series Place zabaw

    Czas wakacji w przedszkolu to dla nas świetna okazja do eksplorowania okolicznej natury i miejsc rozrywek. Mieszkając w Warszawie lista obowiązkowych punktów do odwiedzenia wydłuża się każdego dnia. Zaczęliśmy od tego, co lubimy najbardziej, czyli placów zabaw w naturze.

    Do Lasu Bródnowskiego trafiliśmy przy okazji wizyty w IKEA. Po drodze zauważyliśmy zachęcająco wyglądający drewniany plac zabaw na polanie pośród drzew. Obowiązkowo więc odwiedziliśmy ten plac przy następnej możliwej okazji.

    To co nam się naprawdę bardzo podoba w tym miejscu to maksymalne wykorzystanie naturalnych materiałów, drewno, na ziemi piach zamiast tartanu, itp. Dookola rośnie też sporo dużych drzew (tak, wiem, że w lesie rosną drzewa), które dają cień i ochłodę w upalne dni. Sam plac jednak nie jest schowany pośród drzew, dlatego właśnie dzieci wybierały zabawę w cieniu konstrukcji lub na kocu piknikowym. Przez silne słońce nie dało się też skorzystać z metalowych zjeżdżalni, które były już mocno nagrzane gdy przyjechałyśmy.

    Zalety

    • drewniane konstrukcje placu zabaw,
    • piaskowa nawierzchnia,
    • duża ilość drzew (w końcu sąsiedztwo lasu sprzyja),
    • spora różnorodność konstrukcji, dookoła umieszczono także gry i zadania dla dzieci.
    • Okolica lasu bródnowskiego jest świetna do spacerów!
    • Przy placu zabaw jest zadaszony stół z ławkami.
    • Kosze na śmieci

    Minusy

    • Stojaki rowerowe – są przed wjazdem do lasu, ale mocno zachaszczone
    • Nasłonecznienie – bardzo duże
    • Toalety: brak (w końcu las)
    • Jedzenie: brak, jednak z różnych stron lasu są okoliczne knajpy.

    Po przejściu całego pomostu z powrotem wskoczyłyśmy na rower i leśna droga wyprowadziła nas w przepiękną Brzozową Aleję. Koniecznie to miejsce odwiedzimy jesienią, gdy las ozdobią kolorowe liście. Teraz też jednak było cudownie, zwłaszcza, że nie było zbyt dużo ludzi.

    Tras rowerowych nie ma w tym miejscu zbyt wiele. Aczkolwiek spokojnie można zrobić pętelkę zupełnie nikomu nie przeszkadzając.

    Wskazówki:

    • Pora roku: wiosna, jesień, zima
    • Nasłonecznienie: duże
    • Jedzenie: swoje
    • Toalety: brak
    • Czas dojazdu:
      • 🚲 – 45 minut
      • 🚌 – 50 minut

    Ocena placu zabaw: 9/10

  • Szczęśliwicki Plac Zabaw

    Szczęśliwicki Plac Zabaw

    This entry is part 1 of 4 in the series Place zabaw

    Od połowy lipca cała trójka naszych dzieci została w domu z powodu przerwy w przedszkolu. W tym czasie postanowiliśmy trochę ambitniej spędzać czas niż na placu zabaw pod domem. Dlatego niemal codziennie pakujemy się w rower i ruszamy przed siebie.

    Cel podróży: Park Szczęśliwicki

    Na pierwszy ogień poszedł Park Szczęśliwicki. Dziewczynki już dzień wcześniej chciały wstąpić do niego, gdy przejeżdżaliśmy obok.

    W samym parku znajdują się 3 place zabaw. Dwa, sąsiadujące ze sobą, są tuż przy boiskach i basenie letnim. Niedaleko wyciągu jest dodatkowo spora pajęczyna i kolejny plac zabaw. Przy pierwszej wycieczce odwiedziłyśmy place przy basenie.

    Zalety

    • kilka piaskownic
    • W okolicy jest trochę drzew, więc przez część dnia jeden z placów zabaw jest zacieniony (raczej po południu).
    • sporo konstrukcji do wspinania się dla starszych dzieci
    • Blisko placu zabaw (przed basenem) jest dużo stojaków rowerowych.

    Wady

    • W okolicy praktycznie nie ma żadnej toalety (pytałam też o to innych opiekunów).
    • I druga, chyba bardziej błaha dla niektórych, to nawierzchnia wyłożona tartanem. My zdecydowanie bardziej preferujemy naturalne wykończenie takich miejsc.

    Po zabawie i drugim śniadaniu wyciągnęłam dziewczyny na spacer. Przeszłyśmy wokół jednego jeziorka, a Zosia wyznaczała nam trasę tak, by wrócić z powrotem do roweru.

    Podobało nam się bo:

    • Łatwo dojechać rowerem, prawie pod sam basen dojechaliśmy DDR
    • Są 2 place zabaw obok siebie
    • Park Szczęśliwicki jest klimatyczny i bardzo różnorodny w atrakcje. Świetnie nadaje się na spacer z dziećmi
    • W budynku basenu jest lokal, w którym można awaryjnie zjeść (tak, dziewczyny wsunęły wszystko co miałam i były głodne po 1,5 godziny na placu zabaw)

    Wskazówki

    • pora roku: dowolna
    • nasłonecznienie dosyć duże
    • jedzenie: w budynku basenu, a także knajpa za skateparkiem
    • toalety: brak
    • parking rowerowy: tak, duży
    • Czas dojazdu z centrum
      • 🚲 – 20 minut
      • 🚌 – 30 minut

    Ocena placu zabaw: 7/10

  • Wielopielo. Co poza ekologią?

    Ekologia i dbanie o środowisko to jeden z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się pieluchować wielorazowo. Na czele tej piramidy stoi jeszcze zdrowie dziecka i ekonomia.

    Ale od początku. Ekologia wielorazówek polega głównie na tym, że jedną pieluszkę wykorzystuje się wiele razy. Dodatkowo pieluszki takie mogą służyć większej liczbie dzieci. Przy produkcji wielopielo zużywa się również mniej wody. Zazwyczaj pieluszki te nie są bielone chlorem jak w przypadku jednorazówek.

    Zdrowie dziecka. Wspomniane wyżej bielenie chlorem nie wpływa korzystanie na skórę, zwłaszcza tak małego dziecka. (Czy wiesz, że chlorem bieli się również papier toaletowy?) W jednorazowych pieluszkach jest znacznie więcej nieprzyjaznej chemii niż chlor, która ma absorbować wszystkie płyny.

    Ekonomia. Jednorazowy koszt zakupu pieluszek rzeczywiście czasem potrafi przytłoczyć. Są różne badania porównujące koszt pieluchowania jednorazowego a wielorazowego. Jednorazowe pieluszki zamykają się zwykle w przedziale 3-10 tys zł za cały okres pieluchowania. Wielorazówki to jakieś 500-3000 zł. Dodatkowo pieluszki wielorazowe można później odsprzedać, odzyskując część zainwestowanych pieniędzy.

    Ilość produkowanych śmieci. Kiedy czekałam, aż dojadą do nas wszystkie pieluszki w trakcie zmiany systemów (po sprzedaniu poprzednich wkładów, otulaczy itp), byliśmy chwilę na jednorazówkach. I to jak często trzeba opróżniać kosz mnie po prostu przerosło. Moje sumienie mi po prostu na to nie pozwala. A co po całkowitym zużyciu takiej pieluchy? No cóż. Jednorazówka zalega na składowisku śmieci. A wielorazową pieluszkę, nawet najbardziej zepsutą, choćby z plamami, dziurami i nie wiem czym jeszcze, tylko SUCHĄ wrzucić można do kontenera na ubrania używane, a zostanie wykorzystana jako paliwo alternatywne. (Dla takich ciekawych informacji polecam obserwować @paniododpadow.

  • Pieluchowanie w zgodzie ze sobą

    Pieluchowanie w zgodzie ze sobą

    Dużo osób słysząc o pieluchach wielorazowych ma od razu takie skojarzenia, że „ojej, ale to dużo pracy”, „to nie dla mnie”, „co jak nie wyjdzie”.

    Dlaczego o tym pisze? Bo każdy nawet najmniejszy krok ma znaczenie i nie trzeba od razu przechodzić na 100% wielo.

    (więcej…)
  • Nasza wielodroga

    Nasza wielodroga

    Jest! Zaczął się właśnie Tydzień Pieluchy Wielorazowej. Pamiętam, jak wyglądał TPW jeszcze kilka lat temu, gdy Zosia była mała. Od tamtej pory wieloświat zmienił się diametralnie, a ja czasem czuję się jak dinozaur.

    Każda z naszych córek była/jest pieluchowania inaczej. Zosia od trzeciego miesiąca (wcześniejsze próby spełzły na niczym poza źle dopasowanym rozmiarem i przeciekami przy każdej okazji), Kornelka od narodzin z niewielką przerwa, a Gaja od wyjścia ze szpitala.

    Przeszliśmy tez przez różne systemy. Zosia na początku była na otulaczach PUL z wkładami (niestety zakup chińskich kieszonek i mikrofibry to nie był dobry wybór), potem kieszonki PUL, i na końcu otulacze wełniane. Kornelka na wełence była od narodzin, a od momentu pójścia do żłobka jest na AIO, Gaja w okresie noworodkowym tez miała otulacze wełniane, lecz po 3 miesiącach składania tetry w samolot, zdecydowaliśmy się również na AIO.

    W trakcie całego tego okresu kilka pieluszek niestety zniszczyliśmy. Przez niedostateczna ilość wiedzy na dany temat, popełniliśmy kilka błędów. Pięć lat temu ilość informacji o pieluchach była znacznie mniejsza, a pieluchowanie nie było tak modne jak staje się dzisiaj. W sumie decyzja o przejściu na AIO nie była dla nas prosta. To najdroższy z systemów i wystartować trzeba z konkretną kasą, a tu jeszcze trzeba było kupić pieluchy dla dwójki dzieci.

    Często osoby decydujące się na AIO maja suszarkę bębnowa, dzięki której pieluchy nie wiszą całymi dniami po całym mieszkaniu. My suszarki nie mamy, korzystamy za to z suszarni, w której pieluszki dosychają w mniej więcej 30 godzin.

    Pieluszki typu AIO na pewno nie nadają się na dalsze wyjazdy, dlatego myślę że w razie jakiejś dłuższej wycieczki zaopatrzymy się jednak w tetrę albo bambusowe pieluszki jednorazowe.

  • Mufki rowerowe dla dzieci

    Mufki rowerowe dla dzieci

    Co zrobiliśmy, gdy na dworze zimno, ręce marzną, a nasza córka dojeżdża do przedszkola na rowerze? Oczywiście uszyłam mufki rowerowe dla dzieci.

    Kto jeździł w chłodniejsze dni ten wie, że wystarczy niewielki wiatr, by w dłonie zrobiło się szybko zimno. A jak dojdzie do tego jeszcze deszcz, robi się naprawdę nieprzyjemnie.

    Nie chcąc zrazić Zosi do codziennej jazdy rowerem, chcemy chronić również jej ręce. To nad czym pomyśleliśmy w pierwszej kolejności to ciepłe rękawice rowerowe zimowe albo narciarskie.

    Z pierwszym problem jest taki, że po pierwsze wybór rowerowych zimowych rękawiczek jest niewielki. A tych Zosia używałaby jeszcze na dworze w przedszkolu, więc rowerowe mogłyby się szybko zniszczyć. Narciarskie natomiast odrzuciliśmy ze względu na komfort używania, z naszego doświadczenia wynikało, że ortalionowe rękawiczki mają zwykle krótki kciuk.
    Pomyśleliśmy więc o mufkach, ale okazało się, że na rowery dziecięce nikt takich nie robi. W końcu który normalny rodzic każe dziecku jeździć zimą na rowerze? 🙋‍♀️🙋‍♂️
    Pewnie w Polsce niewielu ich się znajdzie, dlatego stworzyłam je dla Zosi sama.

    Zdążyłam tak naprawdę rzutem na taśmę, i przed porodem, i przed chłodniejszymi dniami.

    Jak są uszyte

    Mufki składają się z dwóch warstw, softshell z zewnątrz i welwet z otuliną od środka. Udało nam się kupić bardzo krótkie suwaki bryzgoszczelne, dzięki czemu w czasie deszczu woda nie dostanie się do środka. Suwaki były potrzebne do zakładania mufek na kierownicą, która już nie jest taka „goła” jak w Woom 3.

    Kilka osób pytało się też o to, co w razie wypadku, bo mufka może ograniczać swobodę ruchu i dziecko nie zdąży wyjąć rączki. Otóż otwór na dłoń jest specjalnie poszerzony, żeby rękę można było w razie czego swobodnie wyjąć.

    Jak się spisują

    Zosia z mufek bardzo lubi korzystać i jeszcze ani razu nie mówiła, że jej zimno w ręce, a jechała już przy -8℃. Na dłonie naciąga zwykłe miękkie rękawiczki, i wsuwa rączki w mufki. Dodatkowo wzór z jednorożcami całkowicie ją urzekł.

    Ja od siebie dodam tylko, że niesamowicie się cieszę z efektu końcowego. Pierwszy raz szyłam tyle warstw i tak skomplikowany projekt własny. Moje pierwsze mufki rowerowe dla dzieci są sukcesem.